Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Wywiad z Mendlem Gdańskim

sobota, 03 października 2009 0:20

Moim gościem jest pan Mendel Gdański. Mieszka w Warszawie od 67 lat i choć jest Żydem, czuje się Polakiem. 16 listopada stał się ofiarą prześladowań antysemickich.

Anna Nowak: Proszę powiedzieć, czym się Pan zajmuje ?

Mendel Gdański: Od dwudziestu siedmiu lat jestem introligatorem, ciągle w tym samym miejscu mam swój warsztat. Swoją pracę wykonuję najrzetelniej jak umiem. Mam stałych klientów, którzy chętnie korzystają z mych usług, bo przecież i pan mecenas, i stary archiwista, i pani radczyni a nawet pensjonarki do mnie zaglądają. Wszyscy mnie tu znają.

 

A. N.: A jaka jest Pana sytuacja rodzinna? Widzę, że samotnie Pan żyje.

M. G.: Ano tak. Urodziłem się na Starym Mieście jako piętnaste dziecko, dlatego mam na imię Mendel. Miałem żonę Resię, z którą żyłem trzydzieści lat i pięciu „synów, którzy się za chlebem rozbiegli", i wnuki, i córkę Liję, która wcześnie zmarła. Po niej został mi tylko jeden wnuk , dziesięcioletni Jakub. Mieszkam razem z nim, a smutki zagłuszam pracą.

 

A. N. : Czy może mi Pan opisać atmosferę jaka panowała w przeddzień  16 listopada?.
M. G. : Przykro mi nawet o tym wspominać, nigdy nie sądziłem, że mieszkańcy mojego miasta, mojej Warszawy potraktują mnie tak okropnie. 15 listopada zauważyłem jakiś niepokój w uliczce. Kręciły się jakieś obszarpane wyrostki, którzy penetrowali sienie albo siedzieli w szynku. Kuba wrócił zdenerwowany ze szkoły, bo ktoś na niego krzyknął „Żyd". Rozgniewałem się na niego, ale starałem się przekonać, że powinien być dumny z tego, że jest człowiekiem uczciwym. A potem znajomy zegarmistrz ostrzegł mnie, że szykuje się napad na Żydów. Uznałem, że to tylko ludzie plotą. Za co mieliby nas bić?

Czytaj dalej


komentarze (1) | dodaj komentarz

Charakterystyka środowiska - Obrzydłówek

środa, 04 lutego 2009 15:09


 Obrzydłówek to miejscowość, w której toczy się akcja „Siłaczki" Stefana Żeromskiego. To nazwa znacząca - została wymyślona przez autora noweli i charakteryzuje samo miejsce, jak i jego mieszkańców.

            Czymże więc jest Obrzydłówek? To przede wszystkim prowincja oddalona od centrów naukowych i kulturalnych. Miasteczko, gdzie brak komunikacji i możliwości połączenia z większymi ośrodkami. Otaczają je rozległe pola o jałowych glebach, stąd nędza zwykłego,  szarego zjadacza chleba. Natomiast miejscowej inteligencji brak możliwości wymiany myśli na wyższym poziomie z ludźmi o szerszych horyzontach. Jedyną rozrywką staje się plotkowanie, imieniny proboszcza i gra w karty.

Czytaj dalej



komentarze (7) | dodaj komentarz

Charakterystyka Pawła Obareckiego

środa, 04 lutego 2009 14:53

 Paweł Obarecki przybył do Obrzydłówka porwany hasłami pozytywizmu „pracy u podstaw" bezpośrednio po ukończeniu studiów medycznych w Warszawie. Był wtedy młodym i bezinteresownym, szlachetnym i energicznym człowiekiem. Z zapałem zabrał się do pracy. Badał, leczył, rozdawał lekarstwa za bezcen, usiłował poprawić stan zdrowotności i higieny wśród prostego ludu. Wierzył w zwycięstwo prawdy! Ufał, że zmieni się prymitywne życie obrzydłowskiej biedoty, że wpoi aptekarzowi i jego spółce zasady uczciwego postępowania. Nie zrażał się mimo szykan (notoryczne wybijanie szyb w oknach) ze strony tych ostatnich.

            „Zwycięstwo prawdy nie nastąpiło". Powoli entuzjazm doktora wygasał. Stwierdził, że wszystkie jego zabiegi nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. Zniechęcił się. Porzucił szczytne ideały a swój krąg zainteresowań zawężył do rutynowo wykonywanej praktyki, obfitego wiktu i metafizycznych rozważań. Zarówno miejscowe towarzystwo, jak i obrzydłowski krajobraz napawały go nudą. Z biegiem czasu horyzont myślowy Obareckiego coraz bardziej zacieśniał się. Przywykł do nudy, do samotności, nie pociągały go już ogniska życia umysłowego, pracował dla pieniędzy. Pogodził się nawet ze swym przeciwnikiem - aptekarzem i podejrzewał się o to, iż mógłby nawet zawrzeć z nim spółkę.

Czytaj dalej


komentarze (5) | dodaj komentarz

Stygmatyzacja św. Franciszka - Giotto

poniedziałek, 26 stycznia 2009 13:55

„Stygmatyzacja św. Franciszka”
Angiolo di Bondone, zwany Giotto (ok.1266 – 1337), Włoch,
obraz powstał w latach 1296-1307, fresk (malowidło na ścianie i sklepieniu kościoła), tematyka religijna.
Muzeum, górny kościół w Asyżu, Włochy

Bohaterem malowidła jest święty Franciszek. Aureola wokół jego głowy świadczy o tym,
że został już przedstawiony jako święty. Jego kanonizacja miała miejsce w 1228 roku. To wyjątkowo sympatyczny święty. Pod wpływem doznanej w 1205 roku wizji rozpoczął drogę pokuty i umartwień, odrzucał dobra doczesne, żył w ubóstwie, by pomagać innym ludziom. Artysta umiejscowił Franciszka w centrum fresku. To przełom w sztuce! Do tej pory dominował w niej Bóg i Chrystus. A tu człowiek na pierwszym planie!

Na dwa lata przed śmiercią Franciszek obdarzony został stygmatami. Zdarzyło się to po czterdziestodniowym poście w pustelni na górze Alwerni. Ten właśnie moment uwiecznił malarz. Promienie biegnące z ran Jezusa trafiają w dłonie, stopy i bok świętego, zostawiając rany, jakie miał Chrystus wiszący na krzyżu. Zakonnik w brązowym habicie franciszkańskim klęczy na prawym kolanie. Rozłożył ręce i z ufnością patrzy w stronę Chrystusa. Mimika Franciszka świadczy o powadze chwili.
Więcej

komentarze (4) | dodaj komentarz

Sandro Botticelli "Wiosna"

niedziela, 25 stycznia 2009 16:14


1482; 203 x 314cm
tempera na desce
Galleria degli Uffizi
Florencja
Do najsłynniejszych obrazów Sandro Botticelli' ego (1445-1510) należy Primavera ("Wiosna"). Tyle stuleci temu a te same skojarzenia: kwiaty, wiosenny wiatr Zefir i miłość reprezentowana tu przez Amora.
Trzeba przyznać, że w tym alegorycznym państewku Wiosny jest dość tłoczno. Któż się tutaj zgromadził? Z prawej strony zielonkawa postać, dmuchająca z wydętych policzków, to Zefir, zachodni wiatr, zwiastun wiosny. Usiłuje złapać skąpo przyodzianą nimfę Chloris z gałązką kwietnego krzewu w ustach, już prawie ją schwycił swoimi ciemnymi rękom, i ma z pewnością wobec niej niecne zamiary. Obok nimfy stąpa bosa kobieta w kwiecistej, zwiewnej sukience - to Flora lub Primavera (Wiosna).
W centrum – Wenus, piękna niewiasta w piętnastowiecznym stroju, symbol miłości. Ciekawe jednak, że na obrazie Wenus jest osamotniona, nikt się nią nie zajmuje, a sama czyni prawą reką gest jakby błogosławieństwa, podobny do gestów Maryi z florenckich obrazów Zwiastowania. Wygląda to jak połączenie z tematyką religijną, połączenie chyba kompromisowe ze względu na pozostałe roznegliżowane panie. Do postaci Wenus prawdopodobnie pozowała artyście modna wówczas we Florencji panna – Simonetta Vespucci, ukochana Guliana Medyceusza. Można ją też oglądać na innym słynnym płótnie Botticelli'ego - „Narodziny Wenus."
Całość nie jest zwartym opowiadaniem, skoncentrowanym na środkowej postaci Wenus. Trzy Gracje zajęte są sobą, Merkury sobą - patrzy w niewidzialne chmury, które pragnie rozproszyć swym kaduceuszem. Z lewej strony, trzy tańczące Gracje, boginie wdzięku, delikatne i pełne czaru, ciała, prześwitujące przez tuniki, dynamika stóp, nóg i rąk, upięcie włosów, nie przypominają statycznych wzorców klasycznych. Już bardziej Merkury, chociaż musiałby zdjąć czerwoną szatę, przypomina posąg grecki.
Więcej

komentarze (0) | dodaj komentarz

Anton Czechow „Śmierć urzędnika”

sobota, 15 listopada 2008 14:55

 Pewnego wieczoru egzekutor Iwan Dmitrycz Czerwiakow wybrał się do teatru, by obejrzeć „Dzwony kornewilskie". Siedział na parterze tuż za generałem Brizżałowem bardzo zadowolony ze spektaklu i nagle... kichnął, przypadkiem opryskując swego sąsiada. Początkowo nie przejął się tym faktem, ale uprzejmość nakazywała przeprosić generała, co też uczynił.

            Staruszek wcale nie czuł się urażony i zaraz wybaczył niezręczność Czerwiakowi, lecz ten ostatni już poczuł się nieswojo i postanowił ponowić przeprosiny w czasie antraktu. Generał trochę zniecierpliwiony zapewnił, że się nie gniewa. Natomiast Iwan Dmitrycz czuł się coraz mniej komfortowo.

            Po powrocie do domu podzielił się swym zmartwieniem z żoną, która najpierw przestraszyła się, sądząc że to przełożony męża. Uspokojona, że to urzędnik, któremu małżonek bezpośrednio nie podlega, poradziła mu kolejne zadośćuczynienie w miejscu pracy generała.

Więcej

komentarze (3) | dodaj komentarz

Antoni Czechow „Kameleon”

sobota, 15 listopada 2008 14:38
 

            Rewirowy Oczumiełow właśnie przechodził przez opustoszały plac targowy w towarzystwie stójkowego Jełdrina, gdy obaj usłyszeli psi skowyt i zobaczyli mężczyznę, który usiłował złapać psa. Z powodu tego zamieszania nagle zebrali się gapie.

            Podchmielony mężczyzna - Chriukin,  z zawodu złotnik,  pokazywał tłumowi okrwawiony palec i jako winowajcę wskazywał wystraszonego szczeniaka, białego charta. Rewirowy chciał przywrócić porządek, więc podszedł do zebranych , by wyjaśnić sytuację. Poszkodowany twierdził, że szedł sobie spokojnie z panem Mirijem Mitryczem do składu z drzewem, aż tu nagle ni stąd ni zowąd złapał go pies za rękę, a ponieważ praca jubilera wymaga precyzji, zażądał odszkodowania. Oczumiełow przyznał rację złotnikowi i zamierzał surowo ukarać właściciela psa. Kiedy jednak okazało się, że jest nim generał Żygałow, zmienił front i wręcz zaczął wątpić, jak taki mały psiak mógł ugryźć Chriukina. Poza tym ktoś dorzucił, że podpity złotnik wtykał mu papierosa do mordy.

Więcej

komentarze (10) | dodaj komentarz

Eliza Orzeszkowa „Nad Niemnem" t.3

sobota, 07 czerwca 2008 17:26


  
 Żona  Andrzeja, wdowa po najstarszym z braci Korczyńskich, była kobietą poważną, nie okazującą emocji. Wyszła za mąż z miłości. Kochała też ojczyznę, ale w przeciwieństwie do swego męża nie potrafiła zbliżyć się do ludu.  Nie chodzi o to, że była zbyt dumna, ale nie potrafiła zaakceptować prostotę zachowań wiejskiej społeczności. Po śmierci męża powróciła do rodzinnego domu i zawsze była powściągliwa i opanowana. Benedykt pomagał jej w zarządzaniu gospodarstwem i majątkiem. Miał jednak pretensje, że swego syna Zygmunta Andrzejowa wychowuje w duchu cudzoziemskim. Ona jednak twierdziła, że chce ukierunkować syna na idealistę a nie materialistę.

Z przerażeniem zauważa jednak, że Zygmunt nie posiada wybitnego taIentu, a w dodatku jest wyjątkowym egoistą. Nie darzy miłością nawet swej żony. Klotylda - pomimo całej obojętności, jaką jej okazywał - miała do męża wyjątkową słabość, jest natomiast zazdrosna o Justynę. Zygmunt nie zważając na to,- jedzie do Korczyna. Klotylda jest z tego powodu rozżalona i skarży się pani Andrzejowej. Ta pociesza synową i obiecuje poważnie porozmawiać z synem.

 Tymczasem Justyna i Witold w bardzo dobrych nastrojach wracają z Bohatyrowicz do Korczyna. Trafiają na nieprzyjemną scenę, gdy Benedykt łaje ­parobków za uszkodzoną żniwiarkę. Witold objaśnia chłopu działanie maszyny i podejmuje się ją naprawić. Usiłuje namówić ojca, by traktował chłopów po ludzku. Do dworku przybywa w tym czasie Kirło i wychwala zalety Różyca. Zamierza on w ten sposób zachęcić Justynę do poślubienia tego człowieka.  Benedykt nie aprobuje tego kandydata. Witold także ma niepochlebne zdanie o Różycu, nazywa go pasożytem.
Czytaj więcej

komentarze (0) | dodaj komentarz

Eliza Orzeszkowa "Nad Niemnem" t.2

sobota, 31 maja 2008 17:45


 Kirłowie są ludźmi raczej ubogimi, ale ich dom i zagroda tętnią życiem. Do tegoż domu przybywa Różyc. Podczas rozmowy przyznaje się do używania narkotyków. Wyznaje on też, że pożąda Justyny, ale nie ma zamiaru jej poślubić z uwagi na jej pochodzenie i ubóstwo. Następnie proponuje Kirle posadę zarządcy swej posiadłości - Wołowszczyzny. Kirłowa jednak nie przyjmuje tej propozycji. Różyc proponuje jej jeszcze, że przejmie on finansową stronę wykształcenia jej synów, na co Kirłowa wyraża zgodę. W tym czasie Witold z Marynią również wiodą długą rozmowę.

      Witold z Leonią chcą nakłonić Martę do leczenia się, ona jednak się przed tym broni na różne sposoby i ucieka przed natrętnymi dziećmi do spiżarni. Emilia doznaje ostrych ataków swej choroby nerwowej. Do Korczyna przybywa Darzecki ze swymi dwiema córkami i upomina się u Benedykta o  posag swej żony. Po odjeździe Darzeckiego Witold wypowiada
krytyczny sąd o osobie wuja i zarzuca ojcu, że płaszczy się przed człowiekiem tak egoistycznym i bezwartościowym. Dochodzi do starcia pomiędzy ojcem i synem. Niedługo po tym do Witolda przychodzi Julek Bohatyrowicz. Obaj młodzieńcy razem wychodzą. W czasie śniadania przybywa Kirło. Żartuje on z Teresy mówiąc, że o jej rękę będzie się starał ­Różyc. Teresa traktuje poważnie słowa Kirły, ale szybko spotyka ją rozczarowanie, ponieważ zebrani sądzą, że owszem: Różyc będzie się starał o rękę, ale o rękę Justyny. Justyna zaś coraz częściej myślą wybiega do osoby Janka.

  W Bohatyrowiczach trwają żniwa. Jan spotyka się na polu z Justyną, która decyduje się pomóc mu w pracy. Pomiędzy Fabianem i jego synem Ładysiem i jego żoną wybucha bójka. Janek uspokaja walczących. Zjawia się tu też Witold. Później Witold spotyka Anzelma, który odkrywa podobieństwo panicza do nieżyjącego Andrzeja Korczyńskiego. Witold z Anzelmem następnie wiodą długą i poważną rozmowę.
Czytaj dalej

komentarze (1) | dodaj komentarz

Orzeszkowa Eliza "Nad Niemnem" t.1

piątek, 30 maja 2008 15:06

   
 Marta i Justyna wracają z kościoła. Po drodze spotykają Janka, powożącego drabiniastym wozem oraz Różyca i Kirłę, jadących do dworku Korczyńskich.

  Korczyńscy, wraz z przybyłymi gośćmi, oczekują na przyjazd Witolda i Leonii (dzieci mają spędzić w domu wakacje). Kirło pozwala sobie na niesmaczny żart: sprowadza przed zgromadzonych niekompletnie ubranego ojca Justyny. Dziewczyna oburza się. Przybywają dzieci Korczyńskich

  Ojciec Benedykta, Stanisław, studiował niegdyś w akademii wileńskiej i pragnął, aby jego synowie (Andrzej, Dominik i Benedykt) również posiadali wyższe wykształcenie. Z tego powodu wszystkich wysłał na studia. W 1861 r. Benedykt powrócił do Korczyna. W tym czasie jego rodzice już nie żyli, zaś siostra była mężatką. W domu Benedykta znalazła schronienie Marta Korczyńska, sierota wychowana przez jego rodziców. Bracia żyli ze sobą w zgodzie. Andrzej zginął w powstaniu w 1863 r. Dominik wyjechał i osiedlił się gdzieś w Rosji. Benedykt jest człowiekiem pracowitym i sam prowadzi gospodarstwo, ale nie powodzi mu się najlepiej. Wiedzie ciągłe spory z  Bohatyrowiczami, a także nie potrafi dojść do porozumienia ze swą żoną, która czuje się zawiedziona tym małżeństwem.

  W Korczynie odbywa się przyjęcie wydane z okazji imienin Emilii ( jest 30 czerwca). Wśród licznie przybyłych gości toczą się najróżniejsze rozmowy. Witold atakuje Różyca i innych bogatych posiadaczy, że nic oni nie robią dla dobra tej ziemi i zamieszkałej na niej ludności. Benedykt rozmawia z innymi mężczyznami o polityce, gazetach, gospodarstwie i procesach.  W pewnym momencie dochodzi do - radosnego dla obojga   spotkania Witolda z szesnastoletnią córką Kirłów - Marynią. Ignacy gra na skrzypcach, zaś Justyna mu akompaniuje. Później dochodzi do rozmowy Zygmunta z Justyną. Zygmunt zwierza się pannie ze swych uczuć, jednak Justyna broni się i odrzuca go. Natomiast Różyc ciągle z daleka przypatruje się pannie i podsyca jej widokiem swoją namiętność.

Czytaj więcej

komentarze (0) | dodaj komentarz

 12345  »

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 160618

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Strony edukacyjne

A to ciekawe

Analiza wiersza

Baśnie

Biografie

Charakterystyki

Ebooki

Film i teatr

Legendy

Mity

Opis obrazu

Piosenkarze i muzycy

Streszczenia

Zajrzyj

O moim bloogu

Streszczenia, analizy wierszy, poezja, opisy obrazów.

O mnie

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 07.02.2009 11:13:11
  • autor: jasielo
  • treść: Pozdrawiam...

LangEffect - szybka nauka angielskiego - 400 słówek w minutę! blogi Ranking i toplista blogów i stron

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 24.02.2009 13:43:01
  • autor: TAdzik
  • punkty: 100
  • treść: Wszędzie mówią kryzy...